Cholerne zubaty

Kiedy zupa z zubata jest taka dobra, że aż doprowadza do zatrzymania globalnej gospodarki.

A ten paragraf dedykuje osobom, które czytają nasze aktualki, ale nie czytają naszych rozdziałów. Wiem kim jesteś. Idź czytać nasze mangi, albo wbije Ci się na chatę i te mangi będę osobiście czytał na głos. A ja nie umiem czytać.

Dasei 67%
Tom 4 Rozdział 39 (czytaj online)

Sono Bisque Doll wa Koi wo Suru
Tom 1 Rozdział 7 (czytaj online)

52 odpowiedzi do “Cholerne zubaty”

    1. Kurwa, chcialem zrobić aktualke w środe wieczoirem, licząc na to, że ostatnie komentarze dodasz w czwartek xD
      Moja dykcja jest nienaganna, niebawem wszyscy się przekonają ;;

  1. Idę sobie Pekinem czy innym chińskim miastem. Jakiś żul mnie zatrzymuje:
    – Ej, słuchaj, nie obraź się. Masz coś do jedzenie?
    Nie odzywam się ani słowem, tylko sięgam do kieszeni skórzanego płaszcza i wyciągam stamtąd idealnie upieczonego nietoperza. Żul zaczyna dziękować, bierze jedzenie do ust, gryzie je, delektuje się z lubością i już ma mnie w dupie.

    Zwyczajne nietoperze to trucizna, która chwyta za żyły, zapychając je cholesterolem i powoli zaciąga do grobu. W porównaniu z nimi, mój nietoperz to luxtorpeda na tamten świat. Żul nie wie, że za 72 godziny zacznir niepokojąco kaszleć. Wirus Covid-19, który przedostał się z nietoperza, rozejdzie się po organizmie, zaatakuje płuca, doprowadzi do ich zapalenia i śmierci.
    Ktoś znajdzie tego żula i zadzwoni po pogotowie, które przyjedzie tylko po to, aby stwierdzić zgon. Dla pewności zabiorą denata do Zakładu Medycyny Sądowej, aby ustalić co dokładnie posłało żula w zaświaty.
    Zanim jednak koroner pokroi go na części pierwsze, wirus znajdze już kolejnego nosiciela.
    Następnego tygodnia wyciągnę ze skrytki pod Mostem Grunwaldzkim zakonserwowany palec wskazujący żula, który położę obok dziesiątek innych palców, uszu, nerek i innych narządów, wspólnie komponujących się w olbrzymi obraz Mojrzesza, ugotuję kolejne nie koszerne zwierze i pójdę z nim na miasto. Nie wiem, kto poprosi mnie o jedzenie – dres, studentka, trzynastoletnia patuska czy facet wracający po pijaku z klubu – prędzej czy później ktoś mnie o to zapyta, a dla mnie nie będzie miało żadnego znaczenia kto. Liczy się tylko moje wielkie dzieło.

    Jestem przekleństwem gojów, Niekoszerniakiem, setnym wcieleniem wyroczni rabina, jednym z ocalałych członków załogi greckiego tankowca Lotus, chuj w dupie na cokole, chuj w dupie na cokole, rucham psa jak sra, odległym kuzynem Linijkarza, chuj na cokole.

  2. Mój stary to fanatyk nietpoerza. Pół mieszkania zajebane gackami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi szpon czy nąb i trzeba wyciągać w szpitalu bo mają Covida przenoszą. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała do izolatki iść xD bo myślała, że znowu Covid.

    Druga połowa mieszkania zajebana Nietopyrem Hińskim, Światem Batmana, Super Gackiem xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie nietoperze tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla kucharzy i kręci gównoburze z innymi kucharzami o to czy lepiej gotować czy smażyć itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu rudawkokształtne jedzo guwno. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę Gacek, za najebanie 10k postów.

    Jak jest ciepło to co weekend zapierdala na nietoperze. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem nietoperza na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego powietrznego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pie**olił że to dzięki temu, że jem dużo nietoperzy bo zawierają futro i mózg mi lepiej pracuje.

    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują pakując przynęty, robiąc kanapki itd.

    Przy jedzeniu zawsze pierdoli o nietopyrach i za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Ochrony Gacka, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie zarybiajo tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Nietoperzy Chińskich żeby się uspokoić.

    W tym roku sam sobie kupił na święta drążek do eiszenia. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i zainstalował w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój batmana i spał cały dzień na tym drążku oczywiście do góry nogami na środku mieszkania. Na obiad (Świnionos malutki) zszedł z niego, bo czy widzieliście nietoperza jedzącego do góry nogami? [cool][cześć]

    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do tych wszystkich latających wiewiórek w polsce to bym wziął i zapierdolił.

    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na nietoperze w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.

    Pojechaliśmy gdzieś wpizdu za miasto, dochodzimy do jaskini a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy nad suficie i czekamy aż wrócą. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolnął siatką po głowie, że zakłucam infradźwięki nietoperzą i one nie widzą jaskini. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz ‚krzyczał szeptem’, żebym się nie wiercił bo szeleszczę i nietoperze jaskini nie widzą i nie mają jak wrórić. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na stalaktyty jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów w las i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba w lesie pierdzieć bo inaczej nietoperzą radary zakłucam.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym jeździ na rnietoperze. Kiedyś towarzyszem wypraw gackowych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o nietopyrach i nietopyrach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsze są świnonosy malutkie czy trójpłatniki perskie.

    >WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE świnonos malutki MA ZĘBY? CHAPS I W RĘCE WŚCIEKLIZNA !

    >KURWA TADEK Trójpłatnik perski W KUWEJCIE DO 20 CENTYMETRÓW DOCHODZĄ, TWÓJ ŚWINONOS MALUTKI TO IM MOŻE NASKOCZYĆ

    >CO TY MI O Trójpłatnikach perskich PIERDOLISZ JAK LEDWO Podkowieca filipińskiego POTRAFISZ Z JASKINI WYCIĄGNĄĆ. ŚWINONOS MALUTKI TO JEST KRÓL POWIETRZA JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI

    No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

    >I bardzo kurwa dobrze

    Tak go za tego świnonosa malutkiego znienawidził.

    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Polskim Związku Ochrony Gacka. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z PZOG powiedzieć. Gazety nienietoperzowe też przestał czytać bo miał ból dupy, że o nietoperzach polskich ani aferach w PZOG nic się nie pisze.

    Szefem koła PZOG w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim akweną powietrznym przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie nietopyrskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.

    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZOG ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZOG i Adama na forach lokalnych gazet. Napierdalał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

    Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, PZOG, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że PZOG jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na owady, sieci czy sprzęty wspinaczkowei i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. zanęty z chżąszczy za te 2k kupić (kilkaset kilo).

    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć zestaw wspinaczkowy do łowów bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać

    >synek na suficie to się prawdziwe okazy łapie! tam jest żywioł!

    ale nie było go stać ani nie miał jej gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś łowcami z okolicy, że kupią sprzęt na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś janusza, który ma garaż a nie mieszkanie w bloku jak my, w kanale w owym garażu, który ten janusz ma i się będą tą sprzętem dzielili albo będą jeździć polować razem.

    Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że nietoperze biorą jak pojebane więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni polują bez niego bo przecież po równo się zrzucali na sprzęt wspinaczkowy i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.

    Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z przyczepą i sprzętem wspinaczkowym xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał z kanału w garażu bo oni go oszukali i żeby łapał z nim sorzęt i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście sorzęt nie zmieścił się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi.

    Za pomocą jakichś łańcuchów co były przy sprzęcie i mojej kłódki od roweru przypiął go do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego sprzęt ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie pływał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.

    Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:

    -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda

    -Janusze krzyczą, że ma oddawać

    -Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od sprzętu za nogę i dostał drugą nogą z kopa

    -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka

    -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi

    -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił sprzęt a policjantów żeby go nie aresztowali

    -Ja smutnazaba.psd

    W końcu policjanci oderwali starego od sprzęt. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na gackach nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pie**olił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.

    Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla miłośników gacków bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

    >Szczepan54

    >Liczba postów: 1

    >Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały batman! Chcą go oczernić bo zazdroszczą zdobytych okazów!

    Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od sprzętu. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze ch*jowe nietoperze łapie i widać, że nie umie łapać xD

    Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia złapanych przez siebie nietoperzy to sam sobie pisał

    >Noooo gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!

    a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.

  3. Moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, powiedziałbym, że ludzi. Ekhm… Ludzi, którzy przetłumaczyli mi mangi, kiedy sobie nie radziłem, kiedy nie znałem japońskiego. I co ciekawe, to właśnie przypadkowe mangi wpływają na nasze życie. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pomaga zrozumieć o co właściwie biega z tymi czarno białymi obrazkami. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję życiu. Dziękuję mu, życie to manga, życie to anime, życie to hentaje. Wielu ludzi pyta mnie o to samo: ale jak ty to robisz?, skąd czerpiesz tę radość? A ja odpowiadam, że to proste, to hentaje, to właśnie one sprawiają, że dzisiaj na przykład czytam mangi, a jutro… kto wie, dlaczego by nie, oddam się pracy społecznej i będę ot, choćby robić… doć… skanlacje.

  4. Każda recesja gospodarki jest okazją do zastanowienia się nad wartością dóbr doczesnych.
    Zwłaszcza teraz powinniśmy trocęe zwolnić przestać gonić za materialnym przybytkiem, zacząć zajmować się swoim zdrowiem, wykorzystać okazję do odstresowania się, zwrócić się ku żuciu wiecznemu, nawrócić się i wierzyć w ewangelię, pamiętać o nieuchronności śmierci i gromadzić skarby w niebie, a nie na ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.